NOSOWSKA
07.02.2008
MOK
Opole
____________________

GALERIA

MEET & GREET

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
12.02.2008

Wyjazdy na koncerty w opolskim MOK-u stały się już poniekąd tradycją. Robimy to średnio raz na rok, zawsze w zimowym lub wiosennym okresie. Zaczęło się od Pilichowski Bandu, to był kwiecień 2006. Potem Hey w grudniu tego samego roku. Teraz przyszła pora na trzecią wyprawę - Nosowska z niezwykle udanym projektem UniSexBlues. To dopiero drugi koncert Kasi solo, więc zapowiadało się ciekawie.

Tym bardziej, że MOK jest miejscem idealnie stworzonym do udanych pokoncertowych spotkań. Wspomnę tylko o pamiętnej i długiej pogawędce z Agnieszką Trzeszczak. A poza tym gwarantuje niezłą oprawę dla muzyki - nagłośnienie jest dosyć przyzwoite, a oprawa wizualna, a więc światła i dym - rewelacyjne.

Nie inaczej było i tym razem. Fani Kasi licznie stawili się na koncert, szczelnie zapełniając opolską salkę. My oczywiście jak zwykle w pierwszym rzędzie, aby mieć najlepszy widok na to, co się dzieje na scenie. Tylko w tym miejscu możliwy jest tak dobry kontakt z muzykami w trakcie trwania koncertu. Barierki są bardzo blisko sceny, a podest stosunkowo niewysoki. Granica między muzykami a fanami zaciera się do absolutnie koniecznego minimum, ale doświadczenie jest po prostu mega. To prawie jak uczestniczenie w jamie czy próbie zespołu, a nie koncercie.

Tym bardziej, że nowy zespół Nosowskiej właśnie tak się zachowuje na scenie. Jamuje, improwizuje, wygłupia. I właśnie o to chodzi. Mówiąc językiem Wojtka Pilichowskiego, jest radość. Kasia jak zawsze hipnotyzuje słowami i mimiką, podaje na ręce swoje emocje i przemyślenia, a zespół z Marcinem Macukiem na czele, zapewnia odpowiednią oprawę, dodając szczyptę dystansu.

Skoro o Macuku mowa. Muszę przyznać, że z początku irytowała mnie jego obecność w niemal wszystkim, co ostatnio robi Kasia, wliczając w to własne poczynania, jak i Hey. Może to dlatego, że niespecjalnie przepadam za Pogodnem. Ale po tym koncercie ostatecznie przekonałem się do jego osoby. Może dlatego, że miałem okazję przyjrzeć się dobrze jego zachowaniu scenicznemu. Ten człowiek daje live performance w pełnym tego słowa znaczeniu. Łapie wczutę, każdą nutę starając się grać/śpiewać całym ciałem, a nie tylko przeznaczonym do tego narządem. Jest to niewymuszone i jak najbardziej naturalne. Zresztą to samo można powiedzieć o całym zespole.

Dzięki temu każdy koncert jest unikatowy. Muzycy nie ograniczają się bowiem do schematycznego odgrywania opracowanych na próbach aranżacji (które, nawiasem mówiąc, bardzo różnią się od wersji płytowych. Zdecydowanie na plus). Nigdy nie wiadomo, co im strzeli do łba, i który utwór postanowią wydłużyć z wersji 4-minutowej do 7-minutowej, dodając długi, czasem mocno chaotyczny i psychodeliczny jam.

No właśnie. Technicznie rzecz biorąc, gatunkowo jest to bardzo bogata i eklektyczna mieszanka stylów. W zdecydowanie bardziej świadomym kierunku, niż UniSexBlues. Mamy to trochę klasycznego rocka, trochę brudnego knajpianego bluesa (tu świetnie się sprawdza tytułowy kawałek), trochę nowoczesnego jazzu, czasem trochę szybkiego, punkowego wręcz tempa (jak w nowym Poli D.N.O. czy klasycznym O Tobie?) a do tego wszystkiego wspomnianej wcześniej psychodelii. Te koncerty po prostu urzekają. Wszystko wydaje się być właściwe, na swoim miejscu. Na zasadzie zestawienia kontrastów, nieśmiała Kasia otoczona wariatami, doskonale do siebie pasują. Cieszy tym bardziej to, że stylistyka jest tak daleka od Heyowej, a mimo wszystko Kasia doskonala się w niej odnajduje.

Jeśli zaś chodzi o konkrety, to godzi się rzec, że w setliście nie było nic nowego, ale kawałki zostały zagrane w innej kolejności (lepiej wyważona dramaturgia show, zdawałoby się). Poza tym dały się odczuć drobne zmiany w aranżacjach, czasem na plus, czasem na minus. Ale fajnie, że coś się zmienia.

No i po koncercie oczywiście, opolską tradycją, miłe spotkanko z Marcinem Macukiem i Madame. Udało się dowiedzieć ponadto kilku cennych informacji na temat najbliższych muzycznych planów Kasi. Najważniejsza z nich to, że możemy się w niedalekiej przyszłości spodziewać kolejnej płyty projektu Nosowska... Już zacieram rączki :).

Takowoż przed kolejnym koncertem - już za kilka dni, w Szklarskiej Porębie.